sobota, 26 lipca 2014

rozdział 5



- Dzień dobry, dostałem od pani zgłoszenie o zatrudnieniu na miejscu pracy przy kasie, czy rozmawiam z panią Spring? – usłyszałam nieznany głos
- Dzień dobry, tak za telefonem – odpowiedziałam przeczesując ręką włosy
- Mogłaby pani przyjść jutro na spotkanie? – odpowiedział mężczyzna
- Dobrze na pewno przyjdę, a o której godzinie?
- O godzinie 16
- Przyjdę, dowidzenia – powiedziałam
- Do zobaczenia – odparł
Gdy już musiałyśmy wychodzić z kuli wyrzuciłam do śmietnika puste opakowanie po macchiato i szturchnęłam Soph. Zdziwiona spytała o co chodzi także wyrzucając swój kubek.
- Jutro mam się udać na rozmowę o nową pracę – ucieszona powiedziałam przyjaciółce
- To świetnie! Gdzie będziesz pracowała? – spytała obejmując mnie
- W jakimś sklepie z ubraniami, niestety nie pamiętam nazwy – powiedziałam uśmiechając się
- Mam nadzieję, że dostanę jakieś rabaty po przyjacielsku – odwzajemniła uśmiech
- No pewnie – zaśmiałam się
Udałyśmy się ponownie na przystanek czekając na podwózkę do domu. Akurat gdy czekałyśmy na autobus zaczęło powoli padać a najgorsze jest to iż oby dwie nie mamy parasolek tylko krótkie dżinsowe kurtki zakrywające żebra. Londyński autobus spóźnił się 3 minuty a to były według nas najdłuższe trzy minuty. Zmokłyśmy do bielizny ale nie przeszkadzało nam to gdyż bawiłyśmy się świetnie. Weszłyśmy do pojazdu który automatycznie zaczął jechać, oby dwie poleciałyśmy na innych pasażerów stojących za nami którzy wyglądali na osoby opanowane oraz pracujące w wielkich budynkach biznesowych. Zaczęłyśmy się cicho chichotać aby nikt nas nie usłyszał ale to było trudne. Wzięłam do ręki telefon i spojrzałam na godzinę, dochodziła 15 więc trzeba było wracać na obiad. Schowałam telefon do kieszeni i obsączyłam włosy z deszczu. Zrobiłam niewielką kałużę wody ale nie zwracałam na to uwagi. Dojechałyśmy do najbliższego przystanku przy naszej okolicy i wysiadłyśmy z pojazdu. Otworzyłyśmy drzwi i stanęłyśmy w przedpokoju zdejmując z siebie przemoczone kurtki oraz buty. Weszłyśmy do salonu i zobaczyłyśmy Zayna, Liama oraz innych chłopaków których nie znam. Stanęłam w progu i od razu zobaczyłam wysokiego bruneta podchodzącego do mnie z otwartymi ramionami. Zobaczyłam jego zielone oczy oraz dołeczek spowodowany uśmiechem.
- Cześć jestem Harry – powiedział chłopak z burzą loków na głowie
- Hej, jestem Vanessa i troszkę mnie przygniatasz – odpowiedziałam starając się złapać powietrze
- Przepraszam, miło cię poznać – powiedział odsuwając się
Spojrzałam na niego z dołu i ujrzałam że jest naprawdę wysoki wyższy ode mnie o głowę. Usiadłam na kanapie a wraz ze mną Sophia i Harry. Ujrzałam kątem oka patrzących się na mnie chłopców. Odwróciłam się do nich z uśmiechem a oni od razu  zmienili kąt patrzenia w telewizor. Wysunęłam rękę do chłopaka siedzącego po mojej lewej.
- Cześć jestem Vanessa – powiedziałam
- Hej jestem Louis – odpowiedział trzymając moją dłoń oraz machając ją od góry do dołu
Potem skupiłam wzrok na blondyna który niezbyt był chętny do zaprzyjaźnienia się ze mną. Posmutniałam ale także wyciągnęłam rękę aby się przywitać.
- Miło mi cię poznać, jestem Vanessa – wyciągnęłam rękę przed jego klatkę piersiową
- Mi ciebie również, Niall jestem – odparł przyciskając moją dłoń do swojej
On ma takie miękkie ręce
Usiłowałam oglądać telewizję ale Harry oraz Zayn postanowili zrobić zapasy, więc reszta chłopców zaczęła im głośno dopingować co nie za bardzo spodobało się tacie Liama. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam jak głowa Zayna jest przygniatana do zimnej podłogi w salonie a Harry leży na nim okrakiem. Zaśmiałam się ale nikt tego nie usłyszał. Podniosłam się z wygodnej sofy i skierowałam się do schodów gdy nagle poczułam dotyk na swojej skórze, od razu poczułam zapach wanilii.
- Mogłabyś dać mi swój numer? Gdybyś na przykład potrzebowała .. pomocy – powiedział nieśmiało blondyn
- Oczywiście – odparłam
Niall podał mi swój telefon a ja wcisnęłam zieloną aplikację z białą słuchawką i weszłam w klawiaturę by wpisać swój numer. Widziałam jak uśmiechnął się do siebie gdy wpisywałam cyfry. Podałam mu telefon i pomachałam wchodząc na 4 schodek. Odmachał mi po czym wrócił do zabawy w zapasy. Otworzyłam szeroko drzwi od pokoju i położyłam się jak rozgwiazda na łóżku. Gdy już prawie zasypiałam usłyszałam domyślny dzwonek smsa w moim telefonie. Uchyliłam lekko oczy aby się rozbudzić, przetarłam oczy i opierając się o prawą rękę zobaczyłam na telefon.
„Hej co tam u ciebie?” – spojrzałam na godzinę a później dopiero na wiadomość
„Nic, właśnie się przebudziłam” – odpisałam przejeżdżając ręką po włosach
„Przepraszam, która u was jest?”
„Gdzieś tak 23”
„No to napisz do mnie rano” – napisała
Nie odpisałam jej tylko zablokowałam telefon i wyszłam z pokoju kierując się do łazienki. Na dole było słychać już tylko telewizor więc to znaczyło że już każdy poszedł spać. Zamknęłam za sobą drzwi i spojrzałam w lustro. Moje włosy były potargane więc przeczesałam je szczotką i związałam w koka. Zmyłam swój makijaż biorąc wacik oraz krem do demakijażu. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic włączając ciepłą wodę która nagrzała moje zimne ciało. Wytarłam się ręcznikiem po wyjściu i wzięłam sobie ubrania do siebie. Odłożyłam je na krzesło, przebrałam się w dużą koszulę oraz majtki i odłożyłam ręcznik na kaloryfer. Stanęłam na łóżku i sięgnęłam po niedawno czytaną książkę. Oparłam się o ścianę otwierając na danej stronie. Czytanie zakłócił mi sms, odłożyłam przedmiot na bok i do ręki złapałam telefon. Na ekranie wyświetlił mi się nieznany numer.
„Cześć to ja Niall”
„Hej, jeszcze nie śpisz?”
„Wolałem napisać do ciebie”

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 5 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall


sobota, 19 lipca 2014

rozdział 4



Otworzyłam oczy i odkrywając z siebie ciepłą kołdrę którą nagrzałam swoim ciałem spojrzałam na godzinę w telefonie. Była 6:30 a już się rozbudziłam więc nie było szansy abym poszła ponowie spać. Przetarłam oczy i wywlekłam się z łóżka. Przeciągnęłam się unosząc do góry ręce. Wyszłam z pokoju schodząc na dół by zjeść coś na śniadanie. Będąc w kuchni pociągnęłam za uchwyt lodówki i przewracałam oczami szukając czegoś co lubię. Niestety znalazłam tylko jogurt naturalny czyli zjem dzisiaj musli. Nie byłam dość zorientowana gdzie trzymają płatki oraz nie chciałam nikogo obudzić. W oddali słyszałam ciche skrzypienie kanapy, odwróciłam się i kątem oka zobaczyłam Liama który jedną ręką podrapał się w tył głowy a drugą zasłonił usta przed ziewnięciem.
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłam – zapytałam nadal poszukując żywności
- Jasne że nie, czemu się tak wcześnie zerwałaś? – odpowiedział pytaniem
- Zazwyczaj się tak budzę – odparłam
- Może Ci w czymś pomogę? – zapytał opierając się o blat
- Emm.. czy macie może musli? – odparłam uśmiechając się
- W szafce na dole – odwzajemnił uśmiech wskazując na białą szafkę obok jego nogi
- Dziękuje – powiedziałam otwierając niewielką szafkę
Wsypałam niedużą ilość płatków oraz wzięłam jedną wielką łyżkę jogurtu. Odłożyłam niepotrzebne mi rzeczy do właściwych miejsc i usiadłam na krześle przy wielkim stole. Kiedy już zjadłam podeszłam do zlewu by umyć naczynia. Wytarłam ręce o ręcznik wiszący przy ścieku i brnęłam do pokoju ubrać się. Nie wiedziałam znów w co się ubrać gdyż nie przyszykowałam sobie ciuchów. Szperałam kilka minut w szafie i znalazłam w głębi szafy odzienie pasujące na dzisiejszą pogodę. Nałożyłam na siebie http://stylistki.pl/outfit-1-435088/ oraz wyprostowałam włosy. Wyszłam z pomieszczenia i poczłapałam do łazienki. W środku wybrałam z kosmetyczki pastę oraz szczoteczkę do zębów. Opłukałam szczotkę oraz wycisnęłam resztki pasty. Szorowałam zęby kolistymi ruchami. Wyplułam pastę z buzi i umyłam twarz. Przeszłam do pokoju wziąć telefon by dać jakiś znak życia mojej przyjaciółce. Schodząc po schodach weszłam w wiadomości na moim telefonie i napisałam do Jess. Jeszcze przed napisaniem spojrzałam na zegarek w telefonie i uświadomiłam sobie iż u niej jest inna godzina. U nas w Londynie jest 10:35 więc u niej jest na pewno wcześniej.
„ Cześć, mam nadzieję że nie śpisz” – napisałam
Będąc już na dole rozejrzałam się dookoła szukając Liama niestety nie znalazłam go. Spoglądałam co chwilę na telefon ale nie dostałam żadnego smsa. Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi i poszłam do sklepu spożywczego. Kupiłam owoce, mleko, jajka i mąkę. Postanowiłam dziś upiec ciasto bananowe w ramach przyjęcia mnie do domu. Zapłaciłam za zakupy a wracając  włożyłam sobie słuchawki do uszu. Włączyłam „Miley Cyrus – Someone Else” i szłam dalej. Była to nie jedna moja ulubiona piosenka Miley. Znajdując się już na osiedlu natrafiłam na Sophie oraz obejmującą ją Liama. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Hej pamiętasz że mam cię dzisiaj oprowadzić po mieście? – zapytała uśmiechając się
- Hej! Tak oczywiście ale później będziesz mi musiała w czymś pomóc – opowiedziałam odwzajemniając uśmiech
- Jasne z wielką chęcią – odparła
- To do zobaczenia – powiedziałam
Sophia nic nie odpowiedziała tylko pomachała wraz z Liamem. Odstawiłam rzeczy do szafek a w tym czasie włączyłam w telefonie internet i szukałam przepisu na domowe ciasto bananowe. Przeszukałam wiele stron internetowych ale jedna była bardziej interesująca od poprzednich. Zapisałam sobie wszystkie składniki na kartkę a resztę zostawiłam. Nagle usłyszałam dźwięk smsa dochodzący z tylnej kieszeni spodni.
„Hejka, właśnie wstałam co tam u ciebie?” – odebrałam smsa od Jessici
„Właśnie wróciłam z zakupów i dzisiaj piekę ciasto, a u ciebie?”- odpisałam
„Idę się spotkać z dziadkami, napiszę później.. buziaczki” – napisała
Poszłam na górę, wzięłam do ręki laptopa i położyłam się na łóżku opierając się o zimną ścianę. Weszłam w Google i poszukałam pracy w sieci Internetu. Znalazłam pracę w sklepie z ubraniami albo w salonie kosmetycznym. Nie znałam się zbytnio na pielęgnacji paznokci więc postanowiłam napisać do szefa ze sklepu odzieżowego. Wysłałam im wszystkie swoje dane wraz z numerem telefonu. Słyszałam z dołu dzwonek do drzwi więc odłożyłam laptopa obok siebie i poszłam na dół zobaczyć kto to. Otworzyłam drzwi a za nimi była Sophia.
- Czekaj tylko wezmę telefon i wyłączę laptopa – powiedziałam
- Okej czekam na dole – odparła
Pobiegłam szybko na górę łapiąc za telefon oraz szybko odpinając kabel ładowarki od laptopa. Zeszłam a raczej zbiegłam ze schodów by dotrzeć do przyjaciółki. Trzasnęłam niechcący drzwiami wyjściowymi oraz podeszłam bliżej do Sophii. Szłyśmy długo by zdążyć na autobus i podjechać w dane miejsce. Jechałyśmy na górnej części dwupiętrowego autobusu. Pogoda nam sprzyjała więc nie musiałyśmy chować się przed deszczem ale ciepło nie było dlatego miałyśmy na sobie kurtki dżinsowe. Podjechałyśmy pod wielką budowlę z zegarem od razu po spojrzeniu oczami w niebo wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam dwa zdjęcia by wysłać je mamie oraz Jess.
- To jest Big Ben – powiedziała osłaniając oczy ręką
- Jest niesamowity – odparłam
- To prawda, ale jedźmy dalej – odpowiedziała wskazując palcem na pobliski przystanek
Podeszłyśmy do przystanku przejeżdżając palcem po małej szybce. Miałyśmy autobus za dwie minuty, to dobrze że wyrobiłyśmy się ze zwiedzeniem. Autobus przyjechał ale nie miałyśmy teraz ochoty stać na piętrze pojazdu gdyż w ułamku sekundy zrobiło się zimniej. Przejechałyśmy przez most który zwał się Tower Bridge. Gdy wysiadłyśmy wstąpiłyśmy do Starbucksa i zamówiłyśmy sobie coś na ugaszenie pragnienia. Sophia zamówiła karmelowe frappuchino, a ja spróbowałam na ciepło karmelowe macchiato. Ruszyłyśmy dalej popijając swoje napoje.
- Jest to London Eye – dodała
Podeszłyśmy bliżej budowli, zanim coś powiedziałam Sophia pociągnęłam mnie za rękę  i weszłyśmy do szklanej kuli. Widziałyśmy Londyn od lotu ptaka, jest to wspomnienie nie do opisania. Od razu wyjęłam by porobić więcej zdjęć i powysyłać rodzinie. Nagle zobaczyłam na ekranie numer prywatny, nie wiedziałam kto to może być. Odebrałam a za słuchawką był zachrypnięty głos mężczyzny.
- Halo? – spytałam przykładając telefon do ucha
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 4 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall


sobota, 12 lipca 2014

rozdział 3



*Oczami Seleny*
Obudziłam się z wielkim bólem karku. Zapomniałam wziąć ze sobą poduszki więc spałam na żakiecie który niezbyt był wygodny. Wyłączyłam budzik w telefonie i zadzwoniłam do mojej ciotki. Czekałam dwa sygnały aż w końcu odebrała.
- Cześć gdzie jesteś? – zapytała ciocia
- Hej, zostało jeszcze kilka minut więc zadzwonię jak będę lądować – odpowiedziałam
- Okej to czekam na twój telefon – odparła
Rozłączyłam się po czym włączyłam wifi u siebie na telefonie i weszłam na twittera. Zaczęłam pisać z kilkoma osobami na twitterze. Poznałam kilka osób, w tym nawet niektórych znajomych z tego samego miasta do którego właśnie lecę. Kilka minut później słyszałam głos pilota oznajmującego iż już lądujemy. Nie rozumiałam go za bardzo gdyż ludzie w samolocie w ostatniej chwili byli naprawdę głośni. Zapakowałam do swojej torby blazer oraz wodę. Wstałam z miejsca i skierowałam się po swój bagaż. Odbierając walizkę spróbowałam jedną ręką zadzwonić do ciotki ze zdziwieniem udało mi się to. Puściłam tylko sygnał ale mam nadzieję, że to wystarczy. Podeszłam do punktu informacyjnego czekając na rodzinę. Stojąc oparta o ladę zajrzałam do mojej torebki w celu znalezienia słuchawek do telefonu. Rozplątując słuchawki zobaczyłam kątem oka moją ciocię oraz wujka. Słuchawki włożyłam do kieszeni i ciągnąć mój bagaż szłam w ich stronę.
- Witaj Vanesso, świetnie wyglądasz – powiedział wujek obejmując mnie
- Cześć, dziękuje – odpowiedziałam
-Witaj – odparła ciotka przytulając mnie
- Hej – odwzajemniłam objęcie
- Cała nasza rodzina czeka na ciebie – powiedział mężczyzna
Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się. Wyszliśmy na zewnątrz by wsiąść do auta. Niestety pogoda nie była taką którą oczekiwałam, zaczął padać deszcz. Nie miałam przy sobie parasolki więc zmokłam dochodząc do samochodu stojącego kilka metrów od lotniska. Wsadziłam walizkę do bagażnika i wsiadłam na tyły auta. Do mnie dołączyła ciotka z wujkiem. Ruszyliśmy z miejsca i mijaliśmy osiedlowe sklepy oraz deszczowe uliczki. Wyjęłam z moich obcisłych spodni lekko poplączone słuchawki, wpięłam kabel do telefonu i włożyłam do ucha. Pierwszą piosenką na play liście była „Lana Del Rey- Dark Paradise”. Muszę powiedzieć, że ta piosenka jest naprawdę świetna! Mogłabym ją słuchać do końca swojego życia. W połowie piosenki zauważyłam, że już jesteśmy na miejscu. Nie wyjęłam słuchawek z uszu do końca piosenki. Podeszłam do bagażnika biorąc mój neseser*. Weszłam do dużego domu blisko miasta. Ostawiłam teczkę na bok oraz telefon wraz z zatyczkami. Zdjęłam buty i weszłam do domu. Na dole było dość głośno. Postawiłam krok w salonie i od razu zostałam powitana przez ładną dziewczynę w brązowych włosach.
- Cześć, jestem Sophia – powiedziała zielonooka nieznajoma
- Hej, jestem Vanessa – odpowiedziałam uśmiechając się
- Miło Cię poznać Van, mogę tak do ciebie mówić? – zapytała odwzajemniając uśmiech
- Pewnie – odparłam
Przejrzałam dom dookoła i wydawał się większy niż z zewnątrz. W kuchni był niewielki bałagan ale to nie sprawiało problemu. W salonie siedziała 2 chłopców i jedna dziewczyna. Sophia dołączyła do nich więc było ich razem 4. Ciotka zaprowadziła mnie na górę by pokazać mój pokój. Wujek zaniósł mój bagaż na górę i postawił przy szafie w moim pokoju. Pokój jest piękny, był naprawdę podobny do mojego w Miami. Czułam się tu jak u siebie. Rzuciłam torebkę w kąt i położyłam się na łóżku twarzą do okna patrząc w ciemne niebo. Od razu co zrobiłam gdy wstałam to rozpakowałam się. Zdjęcie moje oraz mamy było na wierzchu więc postawiłam je na biurku. Resztę rzeczy wkładałam do szafek w biurku lub do szafy naprzeciwko łóżka. Po rozpakowaniu się zeszłam na dół poznać resztę domowników. Stanęłam na środku domu patrząc się w osoby siedzące na kanapie. Brązowooki mulat wstał wraz z niebieskooką blondynką przywitać się ze mną.
- Cześć jestem Zayn, a to jest moja dziewczyna Perrie – powiedział brunet
- Miło was poznać, jestem Vanessa – odpowiedziałam
- Mieszkacie tutaj? – dodałam
- Nie, jesteśmy tutaj w odwiedziny. Mieszkamy niedaleko – odparł Zayn
- Przychodzimy tutaj czasami gdy Liam jest sam i chce abyśmy dotrzymali mu towarzystwa – powiedziała Perrie
- O to fajnie – odparłam
- Robi się już późno, lepiej pójdziemy – powiedziała Pezz
- Miło było cię poznać Van – powiedział chłopak obejmując dziewczynę w talii zbliżając się do drzwi wyjściowych.
- Mi was też – odpowiedziałam cicho
Podeszłam do wielkiej sofy i usiadłam na niej opierając się o dwie poduszki. Od razu przysunęła się do mnie Soph.
- Jesteś naprawdę miła, może chcesz gdzieś jutro wyjść? – zapytała uśmiechając się
- Jasne, będzie to takie oprowadzenie mnie po Londynie – odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech
- Dokładnie – odparła wtulając się do chłopaka siedzącego za nią
- Cześć jestem Liam, jestem twoim bratem ciotecznym – powiedział chłopak
- Hej, jak już wiesz jestem Vanessa – odpowiedziałam
- Moja ciotka dużo mi o tobie opowiadała – odparł
- To miłe, a teraz jeśli mogę was przeprosić jestem trochę zmęczona wiec pójdę do siebie – powiedziałam
- Dobranoc – powiedzieli oboje
- Dobranoc – odparłam
Poszłam na górę wyjąć z szafy krótkie szorty oraz koszulkę do spania. Weszłam do toalety i umyłam się po podróży. Odświeżona oraz wysuszona ubrałam się w przygotowane ciuchy i umyłam zęby. Wróciłam do swojego pokoju odkrywając koc z łóżka i składając go na krześle. Podłączyłam telefon do ładowania oraz otworzyłam nad sobą okno, ponieważ było mi gorąco w samym pomieszczeniu. Położyłam głowę na poduszce i odkryłam lekko swoje ciało kołdrą. Zamknęłam oczy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 3 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall


sobota, 5 lipca 2014

rozdział 2


Po słowach które moja mama ledwo wydusiła z siebie zaniemówiłam i stanęłam jak wryta w ziemię. Moje oczy zapełniały się łzami, oby dwie zaczęłyśmy płakać. Jestem bardzo wrażliwa ale to jest rodzinne. Objęłam moją mamę i wtuliłam się w nią. Zapomniałam o tym, że jest u nas w domu Jessica i czeka na mnie w kuchni. Odczepiłam się od mamy, przetarłam łzy rękawkiem od bluzy. Weszłam do kuchni i podziękowałam Jess za to, że poodkładała żywność na dane miejsca. Odprowadziłam przyjaciółkę do drzwi i pomachałam na pożegnanie. Później miałam zamiar do niej napisać i opowiedzieć czego się dowiedziałam. Wróciłam znów do salonu i spojrzałam na wyniki badań. Niestety nie żartowała ani nie myliła się.
- Vanesso ja nie wiedziałam, że jestem na coś chora – powiedziała wyjmując chusteczkę z opakowania
- Ile masz jeszcze czasu życia? – powiedziałam zachrypniętym głosem
- No właśnie problem w tym, że tylko 1,5 miesiąca kochanie – powiedziała kobieta po czym usiadła i zaczęła ponownie płakać
- Dlatego przeprowadzisz się do swojej ciotki w Anglii – dodała
- Wolę zostać z tobą aż do ostatniego dnia twojego życia – powiedziałam przecierając łzę która spłynęła mi po policzku
- Nie chcę być dla ciebie ciężarem, lot masz już zarezerwowany a twoja ciotka już wie o całej sprawie – odparła
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się za klucz. Wyjęłam z szafy dwie średniej wielkości walizki oraz moją ulubioną torbę którą dostałam na urodziny od Jess. Spoglądając na tą torbę przypomniałam sobie iż miałam napisać Jessice sms’a.  Zrobię to później, teraz muszę przenieść całą moją szafę do dwóch niezbyt wielkich walizek. Wyjmowałam wszystko co lubiłam nosić i nie sprawiało to mi żadnego dyskomfortu. Walizki były już prawie pełne ale i tak dopiero połowa ciuchów została spakowana. Jakimś cudem udało mi się wcisnąć wszystkie rzeczy najpotrzebniejsze. Wyjęłam jeszcze ze skarbonki kilka funtów które zbierałam przez całe 2 lata. Była to niewielka suma ale wiem, że jeszcze chowałam w innym pudełku pieniądze które dawała mi babcia kiedy do niej przyjeżdżałyśmy na Wigilię lub Wielkanoc. Włożyłam wszystko do portfela który znajdował się w torebce razem z resztą drobiazgów. Telefon podładowałam do kontaktu, a walizki położyłam przy szafie. Poszłam do łazienki by wziąć prysznic. Rozebrałam się i odłączyłam kurek z ciepłą wodą. Wyszłam z pod prysznica i wzięłam do ręki ręcznik by się nim wytrzeć. Włosów nie miałam zamiaru suszyć gdyż nie umyłam ich. Ubrałam się w piżamę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafki n0cnej gdzie leżał mój telefon i napisałam sms’a Jessice.
„ Hej, chciałabym się z tobą ostatni raz skontaktować będąc w Miami.. wyjeżdżam do mojej ciotki która mieszka w Anglii” – napisałam
„Co? Jak to? Dlaczego zostawiasz mnie tu oraz innych twoich znajomych?” – odpisała
„To nie moja wina! Moja mama tak postanowiła gdyż jest ciężko chora” – napisałam ponownie
„Tak mi przykro, przepraszam, że tak na ciebie najechałam” – odpisała
„Nie szkodzi, napiszę do ciebie jak będę w samolocie” – napisałam po czym odstawiłam telefon na miejsce gdzie znajdował się wcześniej.
Zgasiłam światło i położyłam głowę na poduszce przykrywając się kołdrą.
Następnego dnia wstałam o 2:50 dzięki budzikowi który nastawiłam wczoraj wieczorem. Ledwo podnosząc się z łóżka zobaczyłam małą kartkę na stoliku, nic nie widziałam więc zapaliłam małą lampkę na stole. Na kartce był napisany numer ciotki oraz że mój bilet na samolot leży w kuchni, a obok niego jest jedzenie na podróż w jedną stronę. Włożyłam na siebie ciuchy które przygotowałam sobie na dzisiaj a włosy rozpuściłam, były pofalowane ale nie sprawiało to mi żadnej przeszkody. Wyglądałam naprawdę normalnie, to dobrze gdyż nie lubię się wyróżniać z tłumu. Makijaż sobie odpuściłam. Wzięłam telefon oraz ładowarkę którą schowałam do torby podręcznej. Wyszłam po cichu z walizkami na dół i zamknęłam drzwi za sobą, kluczy nie brałam. Szłam przez ciemną dzielnice w której już nie mieszkałam. Zamówiłam pierwszą lepszą taksówkę która zawiozła mnie na lotnisko. Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do informacji.
- Przepraszam czy samolot do Londynu jeszcze nie odleciał? – zapytałam nieśmiało
- Masz szczęście, zostało jeszcze 5 minut do odlotu – odpowiedziała kobieta
Szybko pobiegłam do taśmy gdzie odstawiłam swoje walizki które obciążały mnie w biegu i oddałam bilet osobie stojącej przed wejściem do samolotu. Zajęłam swoje miejsce i od razu wyjęłam telefon i napisałam do Jessici że jestem w samolocie. Była godzina 3:20 a do Londynu leci się 8 godzin więc miałam czas na wyspanie się. Nastawiłam ponownie na 9:30 to będę miała jeszcze czas na zjedzenie czegoś lub zadzwonienie do ciotki. Czekałam aż samolot ruszy a ja będę mogła wyspać się.
Samolot ruszył, a ja zapadłam w sen.
GODZINA 7:30
*Oczami Anne (ciotka Vanessy)*
Wstając z łóżka i przecierając oczy spojrzałam na zegarek który stał na etażerce. Wybiła godzina 7:30 a moja siostrzenica pewnie jeszcze jest w samolocie. Otworzyłam drzwi od pokoju i weszłam do łazienki wziąć rześki prysznic. Po umyciu się ubrałam się w ciuchy wiszące na wieszaku. Zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie całej rodzince, na dole siedział Percie (mąż Anne) a z nim nasz pies Kampi.
- Dzień dobry – powiedziałam uśmiechając się
- Dzień dobry, czemu się tak zerwałaś? – spytał odwzajemniając uśmiech
- Ja czekam na moją siostrzenice, a ty? – spytałam się otwierając lodówkę w poszukiwaniu czegoś na śniadanie
- Ja tak samo, nigdy jej nie widziałem więc chce ją jako pierwszy poznać – odpowiedział włączając telewizję
- To miłe – powiedziałam podgrzewając czajnik z wodą
Postanowiłam że dzisiaj na śniadanie zrobię omlet, poprosiłam Percie by poszedł do sklepu kupić składniki. Zgodził się i wyszedł z mieszkania. Czekając na męża postanowiłam zadzwonić do mojej siostry ale nie odbierała, zawsze o tej godzinie dzwoniłam do niej z pytaniem jak się czuje ale tym razem nie odebrała. Po nieudanej próbie dodzwonienia się do kobiety przyszedł mój mąż z zakupami. Pomogłam mu z wniesieniem ich do kuchni i odstawienie ich na blat. Zrobiłam omlet i porozdzielałam go na talerze. Po schodach zszedł mój syn ubrany w krótkie niebieskie spodenki oraz biały podkoszulek. Zjedliśmy razem śniadanie gdy nagle zadzwonił telefon, ukazał się numer Vanessy. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 2 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall