sobota, 5 lipca 2014

rozdział 2


Po słowach które moja mama ledwo wydusiła z siebie zaniemówiłam i stanęłam jak wryta w ziemię. Moje oczy zapełniały się łzami, oby dwie zaczęłyśmy płakać. Jestem bardzo wrażliwa ale to jest rodzinne. Objęłam moją mamę i wtuliłam się w nią. Zapomniałam o tym, że jest u nas w domu Jessica i czeka na mnie w kuchni. Odczepiłam się od mamy, przetarłam łzy rękawkiem od bluzy. Weszłam do kuchni i podziękowałam Jess za to, że poodkładała żywność na dane miejsca. Odprowadziłam przyjaciółkę do drzwi i pomachałam na pożegnanie. Później miałam zamiar do niej napisać i opowiedzieć czego się dowiedziałam. Wróciłam znów do salonu i spojrzałam na wyniki badań. Niestety nie żartowała ani nie myliła się.
- Vanesso ja nie wiedziałam, że jestem na coś chora – powiedziała wyjmując chusteczkę z opakowania
- Ile masz jeszcze czasu życia? – powiedziałam zachrypniętym głosem
- No właśnie problem w tym, że tylko 1,5 miesiąca kochanie – powiedziała kobieta po czym usiadła i zaczęła ponownie płakać
- Dlatego przeprowadzisz się do swojej ciotki w Anglii – dodała
- Wolę zostać z tobą aż do ostatniego dnia twojego życia – powiedziałam przecierając łzę która spłynęła mi po policzku
- Nie chcę być dla ciebie ciężarem, lot masz już zarezerwowany a twoja ciotka już wie o całej sprawie – odparła
Pobiegłam do pokoju i zamknęłam się za klucz. Wyjęłam z szafy dwie średniej wielkości walizki oraz moją ulubioną torbę którą dostałam na urodziny od Jess. Spoglądając na tą torbę przypomniałam sobie iż miałam napisać Jessice sms’a.  Zrobię to później, teraz muszę przenieść całą moją szafę do dwóch niezbyt wielkich walizek. Wyjmowałam wszystko co lubiłam nosić i nie sprawiało to mi żadnego dyskomfortu. Walizki były już prawie pełne ale i tak dopiero połowa ciuchów została spakowana. Jakimś cudem udało mi się wcisnąć wszystkie rzeczy najpotrzebniejsze. Wyjęłam jeszcze ze skarbonki kilka funtów które zbierałam przez całe 2 lata. Była to niewielka suma ale wiem, że jeszcze chowałam w innym pudełku pieniądze które dawała mi babcia kiedy do niej przyjeżdżałyśmy na Wigilię lub Wielkanoc. Włożyłam wszystko do portfela który znajdował się w torebce razem z resztą drobiazgów. Telefon podładowałam do kontaktu, a walizki położyłam przy szafie. Poszłam do łazienki by wziąć prysznic. Rozebrałam się i odłączyłam kurek z ciepłą wodą. Wyszłam z pod prysznica i wzięłam do ręki ręcznik by się nim wytrzeć. Włosów nie miałam zamiaru suszyć gdyż nie umyłam ich. Ubrałam się w piżamę i wróciłam do pokoju. Podeszłam do szafki n0cnej gdzie leżał mój telefon i napisałam sms’a Jessice.
„ Hej, chciałabym się z tobą ostatni raz skontaktować będąc w Miami.. wyjeżdżam do mojej ciotki która mieszka w Anglii” – napisałam
„Co? Jak to? Dlaczego zostawiasz mnie tu oraz innych twoich znajomych?” – odpisała
„To nie moja wina! Moja mama tak postanowiła gdyż jest ciężko chora” – napisałam ponownie
„Tak mi przykro, przepraszam, że tak na ciebie najechałam” – odpisała
„Nie szkodzi, napiszę do ciebie jak będę w samolocie” – napisałam po czym odstawiłam telefon na miejsce gdzie znajdował się wcześniej.
Zgasiłam światło i położyłam głowę na poduszce przykrywając się kołdrą.
Następnego dnia wstałam o 2:50 dzięki budzikowi który nastawiłam wczoraj wieczorem. Ledwo podnosząc się z łóżka zobaczyłam małą kartkę na stoliku, nic nie widziałam więc zapaliłam małą lampkę na stole. Na kartce był napisany numer ciotki oraz że mój bilet na samolot leży w kuchni, a obok niego jest jedzenie na podróż w jedną stronę. Włożyłam na siebie ciuchy które przygotowałam sobie na dzisiaj a włosy rozpuściłam, były pofalowane ale nie sprawiało to mi żadnej przeszkody. Wyglądałam naprawdę normalnie, to dobrze gdyż nie lubię się wyróżniać z tłumu. Makijaż sobie odpuściłam. Wzięłam telefon oraz ładowarkę którą schowałam do torby podręcznej. Wyszłam po cichu z walizkami na dół i zamknęłam drzwi za sobą, kluczy nie brałam. Szłam przez ciemną dzielnice w której już nie mieszkałam. Zamówiłam pierwszą lepszą taksówkę która zawiozła mnie na lotnisko. Weszłam do pomieszczenia i podeszłam do informacji.
- Przepraszam czy samolot do Londynu jeszcze nie odleciał? – zapytałam nieśmiało
- Masz szczęście, zostało jeszcze 5 minut do odlotu – odpowiedziała kobieta
Szybko pobiegłam do taśmy gdzie odstawiłam swoje walizki które obciążały mnie w biegu i oddałam bilet osobie stojącej przed wejściem do samolotu. Zajęłam swoje miejsce i od razu wyjęłam telefon i napisałam do Jessici że jestem w samolocie. Była godzina 3:20 a do Londynu leci się 8 godzin więc miałam czas na wyspanie się. Nastawiłam ponownie na 9:30 to będę miała jeszcze czas na zjedzenie czegoś lub zadzwonienie do ciotki. Czekałam aż samolot ruszy a ja będę mogła wyspać się.
Samolot ruszył, a ja zapadłam w sen.
GODZINA 7:30
*Oczami Anne (ciotka Vanessy)*
Wstając z łóżka i przecierając oczy spojrzałam na zegarek który stał na etażerce. Wybiła godzina 7:30 a moja siostrzenica pewnie jeszcze jest w samolocie. Otworzyłam drzwi od pokoju i weszłam do łazienki wziąć rześki prysznic. Po umyciu się ubrałam się w ciuchy wiszące na wieszaku. Zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie całej rodzince, na dole siedział Percie (mąż Anne) a z nim nasz pies Kampi.
- Dzień dobry – powiedziałam uśmiechając się
- Dzień dobry, czemu się tak zerwałaś? – spytał odwzajemniając uśmiech
- Ja czekam na moją siostrzenice, a ty? – spytałam się otwierając lodówkę w poszukiwaniu czegoś na śniadanie
- Ja tak samo, nigdy jej nie widziałem więc chce ją jako pierwszy poznać – odpowiedział włączając telewizję
- To miłe – powiedziałam podgrzewając czajnik z wodą
Postanowiłam że dzisiaj na śniadanie zrobię omlet, poprosiłam Percie by poszedł do sklepu kupić składniki. Zgodził się i wyszedł z mieszkania. Czekając na męża postanowiłam zadzwonić do mojej siostry ale nie odbierała, zawsze o tej godzinie dzwoniłam do niej z pytaniem jak się czuje ale tym razem nie odebrała. Po nieudanej próbie dodzwonienia się do kobiety przyszedł mój mąż z zakupami. Pomogłam mu z wniesieniem ich do kuchni i odstawienie ich na blat. Zrobiłam omlet i porozdzielałam go na talerze. Po schodach zszedł mój syn ubrany w krótkie niebieskie spodenki oraz biały podkoszulek. Zjedliśmy razem śniadanie gdy nagle zadzwonił telefon, ukazał się numer Vanessy. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 2 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz