sobota, 19 lipca 2014

rozdział 4



Otworzyłam oczy i odkrywając z siebie ciepłą kołdrę którą nagrzałam swoim ciałem spojrzałam na godzinę w telefonie. Była 6:30 a już się rozbudziłam więc nie było szansy abym poszła ponowie spać. Przetarłam oczy i wywlekłam się z łóżka. Przeciągnęłam się unosząc do góry ręce. Wyszłam z pokoju schodząc na dół by zjeść coś na śniadanie. Będąc w kuchni pociągnęłam za uchwyt lodówki i przewracałam oczami szukając czegoś co lubię. Niestety znalazłam tylko jogurt naturalny czyli zjem dzisiaj musli. Nie byłam dość zorientowana gdzie trzymają płatki oraz nie chciałam nikogo obudzić. W oddali słyszałam ciche skrzypienie kanapy, odwróciłam się i kątem oka zobaczyłam Liama który jedną ręką podrapał się w tył głowy a drugą zasłonił usta przed ziewnięciem.
- Mam nadzieję, że cię nie obudziłam – zapytałam nadal poszukując żywności
- Jasne że nie, czemu się tak wcześnie zerwałaś? – odpowiedział pytaniem
- Zazwyczaj się tak budzę – odparłam
- Może Ci w czymś pomogę? – zapytał opierając się o blat
- Emm.. czy macie może musli? – odparłam uśmiechając się
- W szafce na dole – odwzajemnił uśmiech wskazując na białą szafkę obok jego nogi
- Dziękuje – powiedziałam otwierając niewielką szafkę
Wsypałam niedużą ilość płatków oraz wzięłam jedną wielką łyżkę jogurtu. Odłożyłam niepotrzebne mi rzeczy do właściwych miejsc i usiadłam na krześle przy wielkim stole. Kiedy już zjadłam podeszłam do zlewu by umyć naczynia. Wytarłam ręce o ręcznik wiszący przy ścieku i brnęłam do pokoju ubrać się. Nie wiedziałam znów w co się ubrać gdyż nie przyszykowałam sobie ciuchów. Szperałam kilka minut w szafie i znalazłam w głębi szafy odzienie pasujące na dzisiejszą pogodę. Nałożyłam na siebie http://stylistki.pl/outfit-1-435088/ oraz wyprostowałam włosy. Wyszłam z pomieszczenia i poczłapałam do łazienki. W środku wybrałam z kosmetyczki pastę oraz szczoteczkę do zębów. Opłukałam szczotkę oraz wycisnęłam resztki pasty. Szorowałam zęby kolistymi ruchami. Wyplułam pastę z buzi i umyłam twarz. Przeszłam do pokoju wziąć telefon by dać jakiś znak życia mojej przyjaciółce. Schodząc po schodach weszłam w wiadomości na moim telefonie i napisałam do Jess. Jeszcze przed napisaniem spojrzałam na zegarek w telefonie i uświadomiłam sobie iż u niej jest inna godzina. U nas w Londynie jest 10:35 więc u niej jest na pewno wcześniej.
„ Cześć, mam nadzieję że nie śpisz” – napisałam
Będąc już na dole rozejrzałam się dookoła szukając Liama niestety nie znalazłam go. Spoglądałam co chwilę na telefon ale nie dostałam żadnego smsa. Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi i poszłam do sklepu spożywczego. Kupiłam owoce, mleko, jajka i mąkę. Postanowiłam dziś upiec ciasto bananowe w ramach przyjęcia mnie do domu. Zapłaciłam za zakupy a wracając  włożyłam sobie słuchawki do uszu. Włączyłam „Miley Cyrus – Someone Else” i szłam dalej. Była to nie jedna moja ulubiona piosenka Miley. Znajdując się już na osiedlu natrafiłam na Sophie oraz obejmującą ją Liama. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Hej pamiętasz że mam cię dzisiaj oprowadzić po mieście? – zapytała uśmiechając się
- Hej! Tak oczywiście ale później będziesz mi musiała w czymś pomóc – opowiedziałam odwzajemniając uśmiech
- Jasne z wielką chęcią – odparła
- To do zobaczenia – powiedziałam
Sophia nic nie odpowiedziała tylko pomachała wraz z Liamem. Odstawiłam rzeczy do szafek a w tym czasie włączyłam w telefonie internet i szukałam przepisu na domowe ciasto bananowe. Przeszukałam wiele stron internetowych ale jedna była bardziej interesująca od poprzednich. Zapisałam sobie wszystkie składniki na kartkę a resztę zostawiłam. Nagle usłyszałam dźwięk smsa dochodzący z tylnej kieszeni spodni.
„Hejka, właśnie wstałam co tam u ciebie?” – odebrałam smsa od Jessici
„Właśnie wróciłam z zakupów i dzisiaj piekę ciasto, a u ciebie?”- odpisałam
„Idę się spotkać z dziadkami, napiszę później.. buziaczki” – napisała
Poszłam na górę, wzięłam do ręki laptopa i położyłam się na łóżku opierając się o zimną ścianę. Weszłam w Google i poszukałam pracy w sieci Internetu. Znalazłam pracę w sklepie z ubraniami albo w salonie kosmetycznym. Nie znałam się zbytnio na pielęgnacji paznokci więc postanowiłam napisać do szefa ze sklepu odzieżowego. Wysłałam im wszystkie swoje dane wraz z numerem telefonu. Słyszałam z dołu dzwonek do drzwi więc odłożyłam laptopa obok siebie i poszłam na dół zobaczyć kto to. Otworzyłam drzwi a za nimi była Sophia.
- Czekaj tylko wezmę telefon i wyłączę laptopa – powiedziałam
- Okej czekam na dole – odparła
Pobiegłam szybko na górę łapiąc za telefon oraz szybko odpinając kabel ładowarki od laptopa. Zeszłam a raczej zbiegłam ze schodów by dotrzeć do przyjaciółki. Trzasnęłam niechcący drzwiami wyjściowymi oraz podeszłam bliżej do Sophii. Szłyśmy długo by zdążyć na autobus i podjechać w dane miejsce. Jechałyśmy na górnej części dwupiętrowego autobusu. Pogoda nam sprzyjała więc nie musiałyśmy chować się przed deszczem ale ciepło nie było dlatego miałyśmy na sobie kurtki dżinsowe. Podjechałyśmy pod wielką budowlę z zegarem od razu po spojrzeniu oczami w niebo wyjęłam telefon z kieszeni i zrobiłam dwa zdjęcia by wysłać je mamie oraz Jess.
- To jest Big Ben – powiedziała osłaniając oczy ręką
- Jest niesamowity – odparłam
- To prawda, ale jedźmy dalej – odpowiedziała wskazując palcem na pobliski przystanek
Podeszłyśmy do przystanku przejeżdżając palcem po małej szybce. Miałyśmy autobus za dwie minuty, to dobrze że wyrobiłyśmy się ze zwiedzeniem. Autobus przyjechał ale nie miałyśmy teraz ochoty stać na piętrze pojazdu gdyż w ułamku sekundy zrobiło się zimniej. Przejechałyśmy przez most który zwał się Tower Bridge. Gdy wysiadłyśmy wstąpiłyśmy do Starbucksa i zamówiłyśmy sobie coś na ugaszenie pragnienia. Sophia zamówiła karmelowe frappuchino, a ja spróbowałam na ciepło karmelowe macchiato. Ruszyłyśmy dalej popijając swoje napoje.
- Jest to London Eye – dodała
Podeszłyśmy bliżej budowli, zanim coś powiedziałam Sophia pociągnęłam mnie za rękę  i weszłyśmy do szklanej kuli. Widziałyśmy Londyn od lotu ptaka, jest to wspomnienie nie do opisania. Od razu wyjęłam by porobić więcej zdjęć i powysyłać rodzinie. Nagle zobaczyłam na ekranie numer prywatny, nie wiedziałam kto to może być. Odebrałam a za słuchawką był zachrypnięty głos mężczyzny.
- Halo? – spytałam przykładając telefon do ucha
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

CZYTASZ-KOMENTUJESZ  
Rozdział 4 za mną :) Rozdziały będą dodawane w każdą sobotę. 
kontakt ze mną: twitter.com/angelsniall


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz